Co robić z kinem?

Ostatnie trzy tygodnie życia zabrało mi 50 Twarzy Greya. Film, którego oglądania zupełnie nie planowałam, a w zasadzie planowałam na opak: miałam go za nic w świecie nie oglądać, bo gloryfikowanie przemocy domowej i sprzedawanie jej w pakiecie walentynkowym dla szczęśliwie zakochanych przyprawia mnie o mdłości. Zaznajomiona z fabułą, oczytana w recenzjach, wywiadach z twórcami i zaopatrzona w wiedzę z Internetu nieopatrznie wdałam się w kilka dyskusji na temat stosowności całego zjawiska, bo wydawało mi się, że warto rozmawiać. Dalej myślę, że warto, trzeba tylko ostrożnie dobierać rozmówców.


Od niektórych usłyszałam, że przemocy w filmie nie ma i jest tylko BDSM, od innych, że ekranizacja popularnego bestsellera to świetny-zły film, że z książką ma niewiele wspólnego. Aż w końcu usłyszałam, że nie mogę się wypowiadać, bo przecież filmu nie widziałam. Rzekomo jest to argument zamykający usta. Osobiście uważam, że nie trzeba rąk w ogień pakować za każdym razem, żeby wiedzieć, że parzy, ale chcąc kontynuować dyskusję (mam ideały) poszłam do kina. Wykorzystałam na to jeden z biletów zgromadzonych za czasów, kiedy sama szuflowałam popcorn do kartonów w okolicznym multipleksie. Bardzo usatysfakcjonowana faktem, że oszukałam system, nie wkładając do kieszeni twórców ani złotóweczki, usadowiłam się na krzesełku, a potem przypomniało mi się, co będę oglądać, i posmutniałam. Z sali kinowej wyszłam po ok. 40 minutach absolutnie wstrząśnięta, bo to, co widzowi zaserwowali producenci, przerosło moje najgorsze wyobrażenia i potwierdziło wszystko, co było dla mnie oczywiste, zanim zmarnowałam niedzielne popołudnie. Główna bohaterka nadal była niewinnym dziewczęciem, które dało się wmanipulować w toksyczny związek z socjopatą, z czasem przejmującym kontrolę nad każdym aspektem jej życia, izolującym ja od bliskich i rujnującym jej stabilność psychiczną. Nic mnie nie rozbawiło. Nie wywołało nawet cienia uśmiechu na mojej twarzy. Ale nie ma tego złego, co by na umiarkowanie dobre nie wyszło.

Całe doświadczenie skłoniło mnie do refleksji nad tym, co robić z takimi filmami? Bojkot to jakaś opcja, ale czy skuteczna? W przypadku bojkotowania małych organizacji pewnie tak, w przypadku gigantów musiałby się on odbywać na równie gigantyczną skalę. 411 507 930 dolarów brutto to kwota, jaką Universal zarobił na 50 Twarzach Greya w ciągu niecałych dwóch tygodni od premiery. Przy założeniu, że bilet kosztował średnio 10 dolarów, film obejrzało ponad 42 miliony widzów. Osób, które postanowiły nie przykładać ręki do kasowego sukcesu pewnie nie było aż tyle, a niektóre z nich prawdopodobnie i tak obejrzały tę produkcję z rozmaitych powodów. Chęć kontynuowania internetowych przepychanek to jeden z nich, innym jest chęć napisania rzetelnej recenzji albo presja społeczna. Ale oglądanie równa się przecież finansowaniu projektów, które wolelibyśmy, żeby nigdy nie miały prawa bytu. A może nie? Może da się oszukiwać system regularnie? Może zamiast bojkotowania warto się skupić na minimalizowaniu zysków? I może to wcale nie jest tak nielegalne i nieetyczne jak brzmi? Jak? Na kilka sposobów, ale wymaga to zrozumienia podstawowych zasad, na jakich działa kino. Przynajmniej multipleksy. I sposoby, i zasady prezentuję poniżej.

cinema-audience_lw

1. Cierpliwość – jeśli możecie zaczekać z oglądaniem filmu, czekajcie.

Kino legalnie może wejść w posiadanie praw do wyświetlania filmu na dwa sposoby: przez ich wykupienie albo przez zawarcie z dystrybutorem umowy o podziale zysków ze sprzedaży biletów. Pierwszy sposób, ze względu na duże ryzyko strat dla obu stron, jest rzadko używany i sprawdza się głównie w przypadku filmów niezależnych. Drugi z nich wydaje się sprawiedliwy, ale diabeł tkwi w szczegółach. W jego przypadku najpierw zapadają wstępne ustalenia dotyczące stałej kwoty, jaką kino uzyskuje na pokrycie kosztów wyświetlania. Jest ona zupełnie niezależna od finalnych zysków, zakłada jedynie pokrycie kosztów związanych z projekcją (opłaty za prąd, ubezpieczenie sprzętu, utrzymanie lokalu, itd). Następnie ustalone zostają ramy podziału zysku netto i brutto, a także długość okresu wyświetlania. Zwykle są to cztery tygodnie z możliwością przedłużenia. I tutaj zaczyna się to, czym chcący efektywnie wpływać na zyski producentów i dystrybutorów powinni być zainteresowani. W ciągu pierwszych dwóch tygodni, kiedy pokazów jest najwięcej i kiedy producenci odbijają sobie koszty produkcji, w kieszeni dystrybutora ląduje 95% zysku netto (co przekłada się na 70% zysku brutto). Z czasem odsetek zysku dla dystrybutora maleje. W ostatnim tygodniu wyświetlania zysk netto wynosi 85% (50% brutto), tak naprawdę kino dopiero wtedy zaczyna na filmach zarabiać. Jest to więc najlepszy czas na kupowanie biletów, jeśli chcecie zminimalizować zyski wielkich wytwórni i jednocześnie mieć poczucie czystego sumienia względem pracowników kina. Tych na wyższych stanowiskach, bo pieniądze zarobione na sprzedaży biletów to często ‘premiowe’. Na wypłaty ludzi, których faktycznie widzicie w kinie, zarabiają reklamy i wyniki sprzedaży produktów spożywczych. Dlatego filmy zaczynają się coraz później, a popcorn jest coraz droższy. Czy kina kiedykolwiek są w stanie osiągnąć procentowy zysk ze sprzedaży większy od zysku dystrybutora? Nie. Ich jedyną szansą na zrównanie zysków są pokazy specjalne (okazyjne powroty na wielki ekran po latach) i maratony filmowe.

2. Korzystanie z programów lojalnościowych i promocji

Pracownicy kina wbrew pozorom nie chcą działać na wasza szkodę oferując karty zbierające punkty albo uprawniające was do obejrzenia konkretnej ilości filmów za darmo po uiszczeniu wymiernej opłaty. Nie podlegają one regułom kontraktu między kinem a dystrybutorem. Po wykorzystaniu takich kart, wasza obecność na seansie pojawi się w statystykach, ale nie będzie to stanowiło realnego zysku dla poddostawcy.
Wszelkiego rodzaju promocje typu ‘tanie środy’, ‘wtorki dwa w jednym’ itd. są korzystne nie tylko ze względu na możliwość zaoszczędzenia, ale także to, że razem ze spadkiem ceny biletu odsetek zysku dystrybutora zostaje obniżony. Kino z kolei plusuje u partnerów promocji i zwiększa swoje szanse na korzystne zniżki przy zamówieniach produktów spożywczych czy w negocjacjach o dochodach z reklam.

3. Opcja kontrowersyjna

Składa się na nią wykupienie biletu na inny film niż ten, który planujecie faktycznie obejrzeć i ‘pomylenie’ sal. Niektórzy mogą ją uważać za nieetyczną, więc spróbuje przytoczyć zarzuty i przeanalizować zasady jej skutecznego wykorzystania jako pozytywnej formy bojkotu krok po kroku. Zacznę od tego, że dopóki płacicie za jeden bilet i oglądacie jeden film w tym samym formacie, nie jest to przestępstwo i nie powoduje żadnych strat po stronie kina, w którym film jest wyświetlany. I na pewno nie wpływa na wypłatę żadnego z jego pracowników (patrz punkt pierwszy). Kino na filmy w tym samym formacie ma ustalone identyczne stawki i niezależnie od tego, czy zapłacicie za film X, czy Y, jego dochód się nie zmienia. Co do dystrybutora, to w przypadku, jeśli wykupiliście wejściówkę na film od tego samego poddostawcy, ale który uważacie za godniejszy wspierania, to nie tylko pieniądze trafia do właściwej kieszeni, ale także pomogą wskazać właściwy kierunek rozwoju. Żeby jednak nie być zbyt optymistycznym, zjawisko to musiałoby zachodzić na naprawdę dużą skalę, aby było skuteczne. Żeby być jeszcze mniej optymistycznym, może to się okazać trudne do wykonania w praktyce. Poza tym, że nie da się zastosować tej metody ‘w godzinach szczytu’ (pierwsze weekendy wyświetlania, piątkowe wieczory, itp.) ze względu na limitowaną liczbę miejsc, ale także przez względy bezpieczeństwa. Krótko mówiąc: jeśli w sali, w której jesteście, wybuchnie pożar, a wasz bilet jest niekompatybilny z właściwą lokalizacją, nikt po was nie wróci w czasie ewakuacji. Scenariusz raczej mało prawdopodobny, ale myślę, że trzeba i takie wziąć pod uwagę, decydując się na tę opcję.

4. Najważniejsze

Dobre filmy oglądajcie w kinie, najlepiej w pierwszy weekend, w godzinach szczytu. Nie czekajcie. Nie oszczędzajcie na nich. Wykorzystujcie promocje na całą resztę. Idźcie dwa razy. Czytajcie recenzje. Rozmawiajcie z ludźmi. Starajcie się być świadomym konsumentem.

Aurelia Ka

Reklamy

8 thoughts on “Co robić z kinem?

  1. Opinię na temat tego arcydzieła kinowego, jakim jest ” 50 twarzy Greya” mam podobną. Żałuję tylko, że ja siedziałam w kinie 2 godziny a nie 40 minut. Co do sposobów na minimalizowanie strat – w przypadku tak kasowego filmu, jak powyższy, chyba to nie przejdzie, bo nastolatki walą drzwiami i oknami, więc film swoje zarobi, ale ja mam na to swój sposób – po prostu nie chodzić do kina na szmiry. Jak czujemy, że coś będzie złe, to słuchać przeczucia i siedzieć w domu. Ja nie posłuchałam tego przeczucia i żałuje. ;)

    Zapraszam jednocześnie na mojego bloga – recenzja filmu i książki” 50 twarzy Greya ” jest tam również. :)

    Polubienie

    • Negatywne recenzje też robią swoje. W końcu temu służą – pomocy w wyrobieniu sobie opinii. Wiadomo było, że przy takim marketingu film osiągnie sukces kasowy, ale ciągnie się za nim naprawdę zła publicystyka, a tego pieniądze nie naprawią. Słyszałam plotki, że reżyserka chce zrezygnować z kręcenia dalszych części. – Nadzieja D.

      Polubienie

  2. B. ciekawy artykuł. A obsługa w kinie nie sprawdza biletów, żeby obczaić, na co się idzie? Czy raczej nie mają czasu? :>

    Ja co prawda nigdy nie miałam sytuacji, żeby się jakoś bardziej źle czuć z filmem, na który dałam pieniądze… Byłam na wszystkich tłajlatach, ale I regret nothing.

    Smutne, że tyle widzów poszło na 50TG, a tak mało na Jupiter :(

    Polubienie

    • Zauważyłam, że kiedy sprawdzą Twój bilet i wskażą Ci salę, to już na Ciebie nie patrzą, więc pewnie można „zbłądzić”. Cieszę się też, że dowiedziałam się, że kupony nie dotują producenta – dostaję je z pracy i mogę za nie chodzić na to, czego nie chcę wspierać finansowo. – Nadzieja D.

      Polubienie

      • Hm, jak sobie przypominam rozkład, to u mnie byloby to możliwe tylko w niektórych salach. Są takie, gdzie sprawdzają praktycznie w wejściu do sali, a po drugiej stronie cinemacity jest korytarz, sprawdzają przy wejściu a tam szereg sal.

        Ciekawe ;)

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s