Muszkieterowie: traktat o poprawności

Muszkieterowie: traktat o poprawności

Na pierwszy rzut oka, „Muszkieterowie” BBC są koszmarem każdego historyka. Akcja serialu rozpoczyna się w roku 1625, albo w 1637, a może nawet w 1642; w dodatku język jest zdecydowanie nie dość czcigodnie archaiczny, kostiumy prezentują rewię mody z przekroju trzech stuleci, a wszystko jest okraszone przerażająco współczesną tematyką feminizmu i kolonializmu. Najbardziej kontrowersyjną decyzją twórców jest chyba obsadzenie w roli Portosa Howarda Charlesa, którego kolor skóry ewidentnie uwiera część widzów w poczucie poprawności historycznej. Trudno się nie zgodzić, że rzetelny wytykacz błędów i pomyłek będzie miał na Muszkieterach ucztę – jest to serial, który absolutnie nie sprawdza się jako film dokumentalny.

Jest natomiast genialnym przykładem tego, jak w pełni wykorzystać wszystkie możliwości, które niesie ze sobą fikcja historyczna.

Źródło: screencapped.net

Źródło: screencapped.net

Sam termin „fikcja historyczna” jest pewnym paradoksem – zakłada bowiem połączenie prawdy i nieprawdy w spójną całość, która w dodatku jeszcze ma posiadać walory estetyczne lub rozrywkowe. Musi też być na tyle zrozumiała dla widza lub czytelnika, by miał on w ogóle chęć z nią obcować. To, jaka powinna być proporcja historii do fikcji w fikcji historycznej jest nieodmiennie kością niezgody między odbiorcami a twórcami. Istnieje bowiem typ odbiorcy, dla którego największa przyjemność obcowania z takim tekstem leży w rozliczaniu go z każdego źle przyszytego guzika, i domaganiu się, żeby każdy film kostiumowy dublował jako fabularyzowany dokument. Twórcy ze swojej strony muszą martwić się zrozumiałością, oglądalnością, a przede wszystkim fabułą, którą chcą opowiedzieć, i to właśnie dla fabuły poświęcają często zgodność z faktami.

Fikcja historyczna ma jednak jeszcze jedną cechę, o której często zapominają zarówno twórcy, jak i odbiorcy. Jest ona mianowicie tekstem, który nie tylko opowiada o określonym czasie, ale też powstaje w bardzo konkretnym czasie, i siłą rzeczy musi go odzwierciedlać. Twórca, chcąc nie chcąc, jest produktem swoich czasów – ma przekonania, poglądy i zainteresowania, które wpływają choćby na to, jakie tematy wybiera do swojej fikcji, nie mówiąc już o tym, jak je przedstawia. Przed współczesnością, mówiąc wprost, nie da się uciec, i można ów konflikt między przeszłością a teraźniejszością rozwiązać na dwa sposoby: próbować za wszelką cenę uciec od teraźniejszości, albo odwrócić kota ogonem, zaakceptować paradoksalną naturę fikcji historycznej, i wykorzystać ją do powiedzenia czegoś ciekawego o czasach, w których żyjemy. Twórcy „Muszkieterów” postawili na tę drugą opcję.

Widać to choćby w tym, jak serial traktuje powieść Dumasa, na której jest oparty. Jednym z największych problemów ekranizacji klasyki zawsze jest budowanie napięcia w sytuacji, gdy większość widzów doskonale zna fabułę. Pierwszy czytelnik, powiedzmy, „Jane Eyre” nie wiedział, że pan Rochester trzyma na strychu niewygodną pierwszą żonę, w związku z czym scena przerwanego ślubu jest emocjonalnym zwieńczeniem szokującej tajemnicy pracowicie konstruowanej przez autorkę przez kilkaset stron. Widz piątej z kolei ekranizacji zaskoczony już nie jest – co najwyżej zerka nerwowo na zegarek i odkreśla w głowie, jakie sceny czekają go jeszcze przed wielkim finałem. W przypadku „Trzech Muszkieterów” BBC (które na codzień lubuje się w ekranizacjach dość bliskim książkowym oryginałom) zdecydowało się na dość karkołomny scenariusz: dumasowska fabuła o La Rochelle i trzech spinkach królowej poszła do kosza, a zamiast niej pojawił się serial o wartkiej akcji i zdecydowanie współczesnym rysie, paradoksalnie bardzo wierny duchowi oryginału. „Trzej Muszkieterowie” byli serialem sensacyjnym swoich czasów; ich pierwsze wydanie nie było wcale w formie książki, ale publikowanych w gazecie odcinków, które ludzie przekazywali sobie z rąk do rąk, czytali z wypiekami na twarzy, dyskutowali o nich przy kawie, i spekulowali, co będzie dalej. Jest to powieść na wskroś rozrywkowa, w dodatku pisana przez człowieka z paskudnym poczuciem humoru, starającego się wyciągnąć jak najwięcej łatwych pieniędzy z faktu, że miał płacone od wiersza, nie od znaku.

I właśnie w celu oddania tego niezbyt szacownego charakteru oryginału, serial lekką ręką pozbywa się „prawdy historycznej”, a zamiast tego bawi się pełnym przekrojem współczesnych gatunków popularnych. Mamy więc pościgi, walki i spiski jak w dobrym filmie akcji, ale też kompletnie nieznane w XVII wieku oględziny zwłok i miejsc zbrodni, ot, CSI Paryż w świetle pochodni. „Muszkieterowie” używają anachronizmu z bezwstydnym wdziękiem i humorem – wystarczy spojrzeć choćby na absurdalnie przerysowane kostnice z ich grubymi murami, brakiem naturalnego światła, oraz ponurymi „naukowcami” utrzymanymi w estetyce Igora. W tej plątaninie romansu, kryminału, dramatu, filmu akcji i lekkiego kina kostiumowego współczesny widz może się poczuć jak pierwsi czytelnicy Dumasa: zaintrygowany, rozbawiony, poruszony i całkowicie zrelaksowany.

Źródło: screencapped.net

Źródło: screencapped.net

Serial poświęca też wierność faktom na rzecz rozrywki bardziej intelektualnej, a mianowicie intertekstualnych gier z Dumasem, a nawet szerszą literaturą francuską. Nie trzeba być geniuszem, by wiedzieć, że Ludwik XIII najprawdopodobniej nie miał sekretnego brata bliźniaka – miał go natomiast Ludwik XIV w „Wicehrabim de Bragelonne”, trzecim tomie trylogii muszkieterskiej. Takich smaczków jest więcej; przykładem niech będzie Aramis jako biologiczny ojciec Ludwika XIV, co jest ukłonem w stronę kultowego „Człowieka w żelaznej masce”, gdzie król okazuje się być synem d’Artagnana. Serial poświęca też czas na wyciągnięcie wielu wątków, które na ogół są pomijane w ekranizacjach. Nie ma większego historycznego sensu odcinek, w którym Portos i Aramis polują na wdowy podczas mszy za zmarłych, by zdobyć pieniądze na wpisowe na zawody organizowane przez pana de Treville. Jest to natomiast świetne odzwierciedlenie długich i żmudnych poszukiwań funduszy na ekwipunek, na które byli skazani dumasowscy muszkieterowie – nie mówiąc o jakże subtelnej aluzji do pewnej prokuratorowej, która po owdowieniu wyszła za powieściowego Portosa. Na wspomnienie zasługuje też Dziedziniec Cudów, gdzie swoją kwaterę główną ma półświatek Paryża. Próżno by go szukać na kartach trylogii muszkieterskiej, znają go natomiast choćby czytelnicy Victora Hugo, który właśnie tam osadził część akcji „Katedry Marii Panny”. Nowe pomysły, miejsca, wątki, czy rozwiązania fabularne są wprowadzane do „Muszkieterów” bez cienia szacunku dla prawdy historycznej – nie są jednak wprowadzane przypadkowo.

Na koniec pozostaje kwestia anachronizmów, nazwijmy to, ideologicznych. (Proto?)feministka Ninon de Larroque czy czarny Portos budzą zdziwienie, a niekiedy nawet sprzeciw, narażając serial na oskarżenia o ciężkie grzechy przeciwko realizmowi, albo, co gorsza, przesadną poprawność polityczną. Pojawia się jednak pytanie: czy w serialu, który jest na wskroś współczesny w formie i treści, jest sens unikać tematów seksizmu i kolonializmu, które są obecne w codziennym życiu większości widzów? Zwłaszcza w przypadku Howarda Charlesa jako Portosa można odnieść wrażenie, że malkontenci nie tyle tak bardzo kochają oryginał, że nie mogą znieść najmniejszej w niego ingerencji, ile nigdy nie zadali sobie trudu, by uważnie się przyjrzeć, jak wyglądał sam Dumas. Wydawałoby się, że miłośnicy trzymania się faktów powinni być wręcz zadowoleni, że serial został wzbogacony o wątki kolonializmu i niewolnictwa, których brakuje w książce, a były przecież istotne w życiu politycznym XVII wieku.

Źródło: Wikipedia

Źródło: Wikipedia

„Muszkieterowie” są produkcją, która dla konserwatywnego widza będzie głównie źródłem frustracji, natomiast szczerze polecam ich miłośnikom postmodernistycznej zabawy tekstem. Oglądając ten serial, nie można oprzeć się wrażeniu, że jest on robiony przez ludzi, którzy mają do powieści Dumasa wiele sympatii popartej ogromną wiedzą o literaturze i kulturze Europy, ale pozbawionych czołobitnego stosunku do oryginału. Zarówno historia, jak i powieść służą im jako baza, na której budują nowy tekst: błyskotliwy, wartki, zabawny, a przede wszystkim na wskroś autorski, spójny i skupiony na szczerym i bezpretensjonalnym opowiedzeniu własnej fabuły, w obrębie której na całe szczęście nie ogranicza ich podniesiona do rangi bożka prawda historyczna. Państwo to oni.

Sem

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s