Obyśmy spotkali się ponownie – subiektywna recenzja drugiego sezonu The 100

Uwaga – tekst zawiera spoilery do całości sezonu.

the-100-logo

Niedawno nakładem wydawnictwa Bukowy Las opublikowany został polski przekład powieści Kass Morgan pod polskim tytułem Misja 100. Swobodnej adaptacji książki podjęła się amerykańska stacja CW w postaci serialu The 100, a 11 marca 2015 ukazał się finałowy odcinek drugiego sezonu.

Pierwszy sezon wprowadza nas w historię społeczności, która od 97 lat żyje na stacji kosmicznej po wojnie nuklearnej, która zniszczyła Ziemię. Zasoby pozwalające na dalsze, spokojne życie w kosmosie kończą się, dlatego też grupa stu nieletnich przestępców (tytułowi „the 100”) zostaje wysłana na wciąż radioaktywną planetę, by sprawdzić czy skażenie jest na tyle niskie, aby dało się na Ziemi przeżyć. Tak zaczyna się ta opowieść, w której grupa nastolatków, aby uratować swoich bliskich oraz przede wszystkim siebie samych, musi stawić czoła brutalnej rzeczywistości.

Główną bohaterką drugiej serii, podobnie jak pierwszej, pozostaje siedemnastoletnia Clarke Griffin (Eliza Taylor). To wokół niej głównie skupiają się najważniejsze wątki serialu. W pierwszym sezonie widzieliśmy, jak Clarke naturalnie staje się liderką, do której wszyscy zwracają się po pomoc i oczekują od niej właśnie podjęcia ostatecznej decyzji. W drugiej serii, sądzę, twórcy chcieli pokazać, jak bardzo Clarke jest niezrozumiana przez resztę, mimo iż wszyscy nadal oczekują od niej bycia przywódcą. Jak się jednak okazuje, nie jest ona tą osobą, jaką inni chcieliby, aby była, a jej decyzje są trudne do zaakceptowania.

Poznajemy również bliżej tajemnicze Mount Weather, do którego zabrana zostaje Clarke i jej przyjaciele pod koniec pierwszego sezonu, a także jego mieszkańców.

Prezydent nieodpornej na promieniowanie i mieszkającej pod górą społeczności, Dante, to jedna z ciekawszych postaci tego sezonu (w tej roli Raymond J. Barry). Mimo iż mówi Clarke, że ani ona, ani jej przyjaciele nie są więźniami i mogą czuć się w Mount Weather bezpiecznie, nie wzbudza zaufania dziewczyny. Czy Dante pomoże Clarke, a ona odważy się mu zaufać? Czy wspólnie znajdą jakieś rozwiązanie, które pozwoli przeżyć zarówno jego, jak i jej ludziom?

A może Dante prędzej czy później zrobi wszystko, aby uratować swoich ludzi, bo okrutna prawda jest taka, że w ostatecznym rozrachunku najważniejsze jest przetrwanie? Nie ma miejsca na zastanawianie się czy to, co zrobiliśmy aby przeżyć sprawia, że jesteśmy godni tego życia, bo martwi nie mają nad czym się zastanawiać.

clarkeCzy Clarke poświęci wolność dla przetrwania?

Najmocniejszą stroną drugiego sezonu są niewątpliwe postacie kobiece. Clarke przechodzi niesamowitą przemianę, z księżniczki w królową. Wybory których dokonuje szokują wszystkich łącznie z nią samą. Octavia, która metamorfozę przeszła już w pierwszym sezonie, staje się prawdziwą wojowniczką (nie zawaha się przyłożyć nawet Lincolnowi), jej pewność siebie, wola walki sprawiają, że jest jedną z najjaśniejszych postaci tego sezonu. Lexa jest niesamowicie przebiegła (udaje nieśmiałą dziewczynę aby poznać prawdziwe zamiary Theloniousa i Marcusa), silna, pewna siebie. Jest bardzo pociągająca i hipnotyzująca – nie wiem, czy to jej rewelacyjny wojowniczy makijaż, chłód i dystans czy coś jeszcze. Raven jak zwykle jest pełna pasji, jej spryt i inteligencja są bezcenne. Trudno odebrać jej wolę walki, mimo iż serial mocno ją doświadcza. Szkoda tylko, bazując na ostatnich odcinkach, że twórcy serialu wolą pisać dla niej sceny romantyczne niż takie, w których swoją inteligencją ratuje kilka tyłków, a kilka innych kopie. Nic nie mam do Wicka, ale sądzę, że Raven Reyes ma w sobie potencjał na więcej scen – niekoniecznie związanych z całowaniem.

Honorowo muszę wspomnieć o Mai – choć przez długi czas jej nie ufałam (w końcu kobiety w tym serialu zawsze cię zaskoczą) i czekałam na moment, w którym okaże się śmiertelnym wrogiem, to ostatnie odcinki sprawiły, że bardzo ją polubiłam. Jej poświęcenie i oddanie dla Sky People były naprawdę szczere, poznaliśmy trochę jej historii, co pozwoliło mi uwierzyć w szczerość jej czynów. Szkoda, że nie zobaczymy jej w trzecim sezonie.

Do plusów drugiej serii należą też kostiumy. Są naprawdę dopracowane i realistyczne – kobiety mogą mieć zakrwawione i zabłocone twarze, przetłuszczone włosy i brudne ubrania, które wcale nie odsłaniają połowy ich ciał, a i tak wyglądają atrakcyjnie.

lexaAlycia Debnam Carey jako Lexa

Cieszy mnie też, że wszelkie sceny romantyczne są tylko tłem, a nie głównym wątkiem. Mamy kontynuację związku Octavii i Lincolna, nowe romanse Jaspera i Maii oraz Wicka i Raven czy maślane oczy Abby i Marcusa – ale to tylko dopowiedzenie innych wątków, jakieś uzupełnienie. Najważniejsze jest przetrwanie.

Kolejną rzeczą, którą zaliczam do plusów drugiego sezonu, to sceny Bellamy’ego i Clarke. Podoba mi się ich współpraca, wzajemne zrozumienie, a nawet jeśli nie jest ono stuprocentowe, to akceptują decyzje i wybory drugiego. Nie osądzają się wzajemnie, tylko wspierają. Scenarzyści zadbali o to, aby dać nam tylko tyle ich interakcji abyśmy czuli się najedzeni, ale nie syci. Ich ostatnia wspólna scena sezonu, do świetnego coveru Knockin’ on Heaven’s Door w wykonaniu Raign, jest wzruszająca i naprawdę piękna.

Najsłabszą stroną sezonu jest Thelonious Jaha. Naprawdę mógł zakończyć swoją historię na słynnym „Jaha out” z pierwszego sezonu – i mogłabym pożegnać się z nim w sympatii kiedy umarłby poświęcając się dla swoich ludzi. Miałoby to jakąś konsekwencję jego postaci. Zamiast tego dostajemy nudny wątek lekko szalonego Jahy, prowadzonego przez ducha swojego zmarłego syna na Ziemię, by tu znów poczuł się dowódcą/zbawicielem swoich ludzi, których poprowadzi do  Miasta Świateł. Droga do tego upragnionego, idealnego miejsca, w którym każdy ma być równy, okupiona zostaje krwią niewinnych. Czyli powtórzony zostaje znany nam już motyw z Arki i skazywaniem na śmierć nawet za drobne przestępstwa po to, aby reszta mogła żyć i doczekać powrotu na Ziemię. Motyw ten ciągnie się przez cały sezon, zamiast ustąpić miejsca na ciekawsze sceny (na przykład: więcej Raven, więcej skupienia na relacji Indra-Octavia). Ostatnia scena sezonu sugeruje, że wątek ten rozwinie się znacząco w trzeciej serii i dopiero w tym momencie robi się trochę ciekawiej. Kobieta ubrana w czerwoną sukienkę mówiąca o przeznaczeniu – przypomina mi to Szóstkę i Gaiusa Baltara z Battlestar Galactica. Kim jest ta kobieta – hologram i co tam robi głowica atomowa?!

Do minusów zaliczam też pocałunek Lexy i Clarke. Przyznaję, że bardzo podekscytowała mnie ta scena. Cieszyłam się, że dostałam biseksualną główna bohaterkę i oczekiwałam rozwinięcia tego wątku. Jednakże późniejsze wydarzenia mnie rozczarowały, były rażąco niekonsekwentne w odniesieniu do zwyczajów Groundersów, które nam przedstawiano i argumentowano od samego początku serialu, a także sprzeczne z ich wcześniejszymi czynami oraz decyzjami. A szkoda, bo zapowiadał się naprawdę dobry i sensowny wątek. Jeśli celem scenarzystów byo pokazanie, że nie jest ważne, kto kogo kocha, to trochę słabo im to wyszło – Teen Wolf (Nastoletni Wilkołak) robi to o wiele lepiej. Sądzę, że twórcy chcieli po prostu przyciągnąć widzów, otworzyć dyskusję, zyskać trochę więcej zainteresowania serialem (który niestety wciąż nie jest należycie doceniany). To przykre.

W drugim sezonie tak wiele się działo, więc być może nie powinnam się dziwić, że nie starczyło czasu na rozwinięcie wątków innych postaci. Zabrakło mi jednak chociażby jednego epizodu skupionego głównie na Montym (Christopher Larkin), który z odcinka na odcinek okazuje się coraz ciekawszą postacią. Brakowało mi też Bellamy’ego (Bob Morley) – w pierwszej części sezonu ma on bardzo mało scen. Zmienia się to na szczęście po ósmym odcinku, a finał serii pozwala mieć nadzieję na bardziej rozbudowaną rolę Blake’a w trzecim sezonie.

Gdybym miała przyznawać punkty oceniłabym drugi sezon na 8/10. Mamy ciekawe wątki, serial trzyma w napięciu, wzrusza i szokuje. Poznajemy nowe, ciekawe postacie i do ostatniego odcinka nie wiemy, czy okażą się przyjaciółmi tytułowych Stu, czy ich wrogami. Pierwszy sezon potrafił nie raz zaskoczyć brutalnością, druga seria jest jeszcze mocniejsza i mroczniejsza.

Jeśli szukasz serialu w którym kobiecie postacie są świetnie napisane, wątki romansowe są tłem, dopowiedzeniem historii a nie główną fabułą, najważniejsze jest przetrwanie, postaciami, które cię będą wkurzać będą dla odmiany dorośli a nie nastolatkowie, twórcy bardzo dobrze poprowadzili rozwój postaci, występują aktorzy z całego świata, a do tego uwielbiają wchodzić w interakcje z fanami, będziesz często zaskakiwany bo może być gorzej, a do tego lubisz postapokaliptyczne, dystopiczne historie – The 100 jest właśnie dla Ciebie.

Sława G.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s