Dziki Gon – recenzja wstępna

Geralt wygląda korzystnie w nowej stylówie.

Geralt wygląda korzystnie w nowej stylówie.

Nie lubię oceniania gier w skali, bo każdy szuka w nich czegoś innego i trudno wyrazić te aspekty za pomocą jednej cyferki. Wolę system Kotaku: czy warto zagrać w Dziki Gon? Zdecydowanie TAK, bo gra ma wiele zalet (a także kilka wad).

Trudno mi trochę określić, na ile komuś, kto nie zetknął się z prozą Sapkowskiego czy wcześniejszymi odsłonami gry, łatwo jest wskoczyć w akcję Dzikiego Gonu. Twórcy gry niewątpliwie próbują nam wszystko nakreślić za pomocą prologu i jest to moim zdaniem dobry pomysł: bardzo fajna animacja na początek i sekwencja snu z Ciri i Yennefer pozwalają nowicjuszom zorientować się, jakie znaczenie mają dla głównego bohatera te osoby. Dla fanów z kolei stanowią gratkę, bo są prawie żywcem wzięte z początku pierwszego tomu sagi. W grze pojawia się cała galeria postaci znanych z książek (Vesemir, Yennefer, Emhyr var Emreis etc.), które wszystkie są pomocnie opisane w leksykonie.

O ile byłam koncepcją gry o tytule Dziki Gon, kontynuującej wątki znane z sagi, niezwykle podekscytowana, to nie jestem pewna, na ile odpowiednio potraktowano ciągłość z Wiedźminem i Zabójcami Królów. Mam wrażenie, że sekwencja mająca na celu przypomnienie akcji poprzedniej gry i pozwalająca na określenie naszych wyborów z tej odsłony następuje zbyt późno w rozgrywce, bo po rozbudowanym prologu (w moim przypadku po około 5 godzinach gry – lubię biegać po lesie). Co do dalszego rozwoju wątków, to ani nie chcę spoilerować, ani nie potrafię na razie przewidzieć, jak zostanie rozwiązane to połączenie z zakończeniem Sagi i serią gier. Niewątpliwie będzie to miało wpływ na moją ostateczną ocenę gry.

W Dzikim Gonie natykamy się co rusz na postaci znane z książek – bądź to osobiście, bądź w formie przemycanych tu i ówdzie wzmianek. Ja bardzo lubię ten zabieg i cieszę się, ilekroć trafię na jakieś znajome nazwisko. Polski dubbing jest dobry: Rozenek jest dla mnie idealnym Geraltem, a Anna Cieślak w roli Ciri to traf w dziesiątkę. Niefortunny wyjątek stanowi Beata Jewiarz w roli Yennefer, która jest sztuczna, drewniana i wydaje się w ogóle nie pasować ani do postaci z książki, ani z gry.

Tak jak zapowiadano, w grze mamy do czynienia z otwartym światem – przez większość czasu można się cofnąć do wcześniejszych rejonów, żeby coś dokończyć – i mamy swobodny wybór zadań. Żeby oszczędzić Geraltowi starć z wrogami, których umiejętności są na wyższym poziomie, zadania są opatrzone etykietami poziomów doświadczenia, dla których są odpowiednie, a w wypadku natknięcia się na potężną bestię wyświetla się nad nią wymowna czaszka. Póki co uratowało mi to raz skórę, kiedy spod niewinnej łódki wypłynęły nagle jakieś pragnące mnie utopić stwory.

Jeśli chodzi o interfejs, to dziennik i przypisywanie zadań są fajnie zorganizowane, natomiast ekwipunek tak sobie – męczące jest ciągłe wchodzenie w mało czytelny panel, żeby przypisać do szybkiego menu inne eliksiry. Widziałam już gdzieniegdzie narzekania, że czcionka jest zbyt mała – to się zgadza, żeby coś przeczytać, trzeba poważnie wytężyć wzrok albo przysunąć się do telewizora (gram na konsoli).

Grafika zdecydowanie spełnia moje oczekiwania – animacja postaci jest dużo bardziej naturalna niż w Dragon Age Inquisition, fajne i zróżnicowane są modele, dość naturalnie wyglądają osoby starsze i NPC-ty rzadko się powtarzają. Podróż pod otwartym niebem to ciekawe doświadczenie – w miarę ruchu słońca po niebie zmieniają się cienie i kolor światła, przesuwają się chmury, zmienia pogoda, rośliny kiwają się na wietrze. W nocy ten efekt przyczynia się do zwiększenia czujności – każdy krzak wygląda mi na jakiegoś groźnego stwora. Nie ma mowy, gdybym nie była wiedźminem, na pewno sama nie zapuszczałabym się na żadne bezdroża.

Światu stworzonemu przez CDP RED nie można odmówić realistyczności: ani przez moment nie ma wątpliwości, że jest niszczony przez wojnę. Nie ma właściwie miejsc sielskich (przynajmniej na razie), wieśniacy w spalonych wsiach płaczą w ruinach obejść, starcy narzekają na obecność Nilfgaardczyków, żołnierze w czarnych zbrojach rozmawiają ze sobą w innym języku. Groźba czyhająca ze strony upiorów i bestii jest dla nich realna – i Geralt po siołach ma się z czym rozprawiać. Trafia też, oczywiście, na ludzi bogacących się na nieszczęściu innych – może pomagać bliźnim i spuszczać łomot rozbójnikom.

Jedynym, co nie raz wytrąca mnie ze spokojnej eksploracji map, jest muzyka – załącza się ona moim zdaniem zbyt często i jest zbyt powtarzalna jak na bieganie po łące w poszukiwaniu płatków tego i liści owego. Na szczęście można ją ściszyć i cieszyć się szumem drzew i odgłosami tła.

Dziki Gon spotkał się też zarzutem seksizmu, a nawet mizoginii w swoim ukazaniu kobiet. Z bólem muszę stwierdzić, że można natrafić na seksistowskie wątki i elementy, ale jak dotąd wydają mi się one stonowane w stosunku do poprzednich części gier. Są też ukazane podobnie jak w oryginalne – niekiedy niepotrzebnie i niezręcznie, ale zwykle oceniane przez bohaterów negatywnie. Czy można by je wyrugować zupełnie? Wątpię, bo to by oznaczało pożegnanie się z klimatem „mrocznego realizmu”, który wprowadził już do książek Sapkowski (nieunikanie tematu gwałtów wojennych, przemocy wobec kobiet itp.). Czy ten klimat jest oklepany? Już jest, tak. Ale część zarzutów odnosiła się też do bestiariusza Wiedźmina, np. wiedźm, porońców, dziewic morowych i tego typu stworów, które można uznać za genderowo nieobojętne. Moim zdaniem gra straciłaby na całkowitym usunięciu tych elementów słowiańskiej mitologii, choć mogą być one niejednoznaczne i kontrowersyjne, nawet w odczytaniu dla osób spoza naszej kultury.

Chciałabym zakończyć tę wstępną recenzję (bo o grze można by jeszcze długo pisać, tak jest rozległa) stwierdzeniem, że póki co Dziki Gon spełnia moje oczekiwania. Możliwe, że jestem subiektywna – kiedy w wieku nastoletnim zaczytywałam się powieściami Sapkowskiego, nie spodziewałam się, że kiedykolwiek będę mogła w ten sposób wziąć w nich udział – ale sukces kasowy w kraju i za granicą zdaje się potwierdzać, że gra CDP RED jest warta uwagi.

Nadzieja D.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s