5 powodów, dla których warto obejrzeć Outlandera

out1

Moja przygoda z Outlanderem zaczęła się dosyć późno, bo tak naprawdę dopiero trochę ponad dwa tygodnie temu. W pewien wolny piątek, jeszcze przed premierą Wiedźmina, nie mając za bardzo pomysłu na to, co mogłabym ze sobą zrobić, zdecydowałam się dać szansę uroczemu Szkotowi-outlanderowi przemierzającemu osiemnastowieczną Szkocję, o którym od czasu do czasu rozmawiały moje współlokatorki.

Moje oczekiwania nie były szczególnie wygórowane, bo, przysłuchując się czasami temu, co mówiły, zrozumiałam, że jest to produkcja z gatunku guilty pleasure, oparta na wieloczęściowej powieści historycznej, w której na dodatek ów Szkot od czasu do czasu problematycznie bije swoją żonę. Włączyłam pilot i dwadzieścia minut później, zdezorientowana, dwa razy sprawdziłam, czy na pewno oglądam dobry serial. Nie dość, że nie było tam żadnego uroczego Szkota, to wszystko wskazywało na to, że główną bohaterką będzie kobieta. Jakby tego było mało, przedstawione realia więcej wspólnego miały z wiekiem dwudziestym, z osiemnastym – nieszczególnie dużo.

Być może gdybym wiedziała, że Outlander przede wszystkim opowiada historię Claire (w tej roli wspaniała Caitriona Balfe), zabrałabym się za niego znacznie szybciej. Uzbrojona w tę wiedzę, wsiąkłam już po pierwszym odcinku i w kilka dni nadrobiłam wszystko. W związku z tym, że wczoraj oficjalnie zakończył się sezon pierwszy (i wiemy, że obecnie trwają pracę nad sezonem drugim), stwierdziłam, że podzielę się z wami powodami, dla których Outlandera warto jest obejrzeć. Oto one:

  • Claire Beauchamp

out2Nie musiało minąć dużo czasu, żeby Claire dołączyła do grona moich ulubionych postaci kobiecych. Bardzo polubiłam ją już w pilocie – im bardziej posuwała się akcja serialu, tym bardziej wzrastała moja sympatia do niej. Claire jest zaradna i zdeterminowana, inteligentna, ale bezpretensjonalna, pełna gracji, ale nie próżna. Bardzo szybko odnajduje się w nowym otoczeniu i przychodzi jej to całkiem naturalnie. Konsekwentnie wyrabia sobie pozycję w świecie znanym jej dotąd tylko z książek, wielokrotnie korzystając z nabytej wcześniej edukacji – czy to w dziedzinie medycyny, czy historii. Nie oznacza to, oczywiście, że jest idealna – Claire pokazuje bowiem również swoją impulsywną, bezkompromisową stronę, tę, która sprawia, że lubi postawić na swoim i niechętnie daje sobą kierować. Mieszankę tę bardzo umiejętnie przenosi na ekran Caitriona Balfe. Nie czytałam książek Diany Gabaldon, w związku z tym nie potrafię powiedzieć, w jakiej mierze serialowa Claire przypomina swój literacki pierwowzór, jednak nie ma żadnych wątpliwości, że za efekt końcowy obu paniom należą się gratulacje.

  • Jamie Fraser

out3Znany również jako beautiful cinnamon roll, to good for this world, too pure (a ponieważ jest to określenie dosyć długie, w skrócie można nazywać go po prostu cynamonkiem). Jamie (w tej roli uroczy Sam Heughan) to postać męska, której mi od jakiegoś czasu w telewizji brakowało (chociaż Matt Murdock całkiem dobrze zapełnił tę lukę, ale to niedokładnie to samo). Jest dosyć młody i trochę nieporadny, podobnie uparty i impulsywny jak Claire, ale, ze względu na swój młody wiek, nie tak doświadczony jak ona – i miejscami bardzo to widać w ich relacji. Widać również, że Jamie dużo swojej życiowej wiedzy czerpie od starszych (i niekoniecznie mądrych) kolegów, co nie zawsze wychodzi mu na dobre. Odświeżające jest to, że ani Gabaldon, ani twórcy serialu nie zrobili z Jamie’ego tzw. bad boya, który tylko czeka na to, aż jakaś olśniewająca niewiasta nauczy go jak czuć i uratuje go tym samym z krępujących więzów toczącego go od środka jadu. Nie, wręcz przeciwnie – Jamie jest sympatycznym chłopakiem o ciepłym, przyjemnym usposobieniu zabarwionym elementami zinternalizowanej mizoginii, na którą serial zresztą w pewnym momencie wskazuje. Mowa tu o wspomnianej wcześniej „problematycznej scenie bicia żony”. Przekonany, że musi ukarać Claire za niesubordynację, faktycznie bije ją – nie dlatego, że chce, ale dlatego, że zostało mu przekazane, że tak musi być, mąż ma prawo zbić żonę za nieposłuszeństwo. Claire skutecznie wybija mu to przekonanie z głowy, a Jamie ostatecznie nie tylko żałuje swojego głupiego czynu, ale nawet rozumie, dlaczego było on głupi.

  • Momenty

out4Jeśli chęć obejrzenia jednej ze swoich ulubionych par uprawiającej seks na ekranie sprawia, że jestem płytka – może być i tak, jakoś się z tym pogodzę. Przyznaję bez bicia, że tzw. momenty to dla mnie naprawdę istotna część w prawie każdym serialu i z reguły czekam na nie z przyjemną niecierpliwością. Czy zawsze jestem zadowolona? Nie. Czy byłam, gdy pierwsza taka scena z udziałem Claire i Jamie’ego pojawiła się w Outlanderze? Zdecydowanie tak. Sposób, w jaki twórcy pokazują tam seks, łączy w sobie elementy gustowności i pikanterii, które sprawiają, że sceny nie są przesadzone, ale nie pozostawiają też znanego z wielu innych produkcji niedosytu. Chociaż przyznam, że po tym, jak wielokrotnie wspominano mi, że w Outlanderze uprawiają seks cały czas, to na ten pierwszy raz trochę musiałam czekać. Potem, na szczęście, poszło już z górki.

  • Muzyka

out5Z pewną obawą wysunę tezę, że ciężko jest obecnie oglądać seriale i nie kojarzyć muzyki Beara McCreary’ego. Większość nas, nawet jeśli nie kojarzy go z imienia, jego kompozycje słyszała chociażby w takich produkcjach jak Battlestar Galactica, The Walking Dead albo Black Sails. Outlander dołączył do tego zacnego grona, a sam Bear po raz kolejny wspiął się na wyżyny swoich możliwości, tworząc bardzo charakterystyczną folkową ścieżkę dźwiękową, która za sprawą użytych instrumentów (wyraźnie słyszalne dudy oraz skrzypce) bardzo się ze Szkocją kojarzy, a widzom na długo zapada w pamięć. Moim ulubionym utworem jest zdecydowanie ten podłożony pod wejściówkę – często nucę go jeszcze długo po obejrzeniu odcinka. Jest to zmodyfikowana wersja szkockiej folkowej piosenki The Skye Boat Song, wykonywana zresztą przez żonę McCreary’ego, Rayę Yarbrough.

  • Pieniądze wylewające się z ekranu

out6W każdym serialu bardziej cenię sobie interesujące, wielowymiarowe postaci, niż aspekt estetyczny, co nie znaczy, że nie jest to dla mnie ważne. Ci z was, którzy znają inne produkcje Starz, prawdopodobnie wiedzą, że pod tym względem można mieć wobec tej stacji wysokie oczekiwania. Dowodzą tego chociażby Spartakus albo Black Sails, gdzie na scenografii zdecydowanie nie oszczędzano. Podobnie jest w przypadku Outlandera. Lokacje, w których kręcą, są naprawdę imponujące, a kostiumy piękne i, co najważniejsze, noszący je aktorzy nie wyglądają, jakby się w nie przebrali, tylko jakby naprawdę je nosili. Pod kątem walorów estetycznych wszystko jest w Outlanderze na swoim miejscu, co sprawia, że godzinne odcinki są prawdziwą ucztą dla zmysłów – szczególnie, gdy ogląda się je w wysokiej rozdzielczości.

Powyższa lista nie jest, oczywiście, ani kompletna ani obiektywna, a powodów dla oglądania Outlandera jest znacznie więcej – dużo mogłabym napisać o rozwoju postaci, fabule i postaciach drugoplanowych, ale po co, skoro można to obejrzeć i doświadczyć samemu? A jak było u was? Co sprawiło, ze zaczęliście Outlandera oglądać, dzięki czemu kontynuowaliście? Zostawcie opinię w komentarzu, bardzo chętnie podzielę się wrażeniami.

DT

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s