„I’ll be back” i jak powiedział, tak zrobił

terminatorheader

Kinowy rok 2015 to rok sequeli i rebootów. Po fantastycznym Mad Maxie: Fury Road i raczej kiepskim Jurrasic World przyszła kolej na kolejny atak sztucznej inteligencji.

Różne rzeczy mówi się o nowej, filmowej odsłonie Terminatora, która chyba nie wzbudziła w Polsce zbyt wielkiej sensacji (sala zapełniona zaledwie w 1/5 w dniu premiery o czymś jednak świadczy). Że to odgrzewane kotlety. Że jest dobry, odświeżający. Że to próba przedłużenia agonii serii, która powinna była zakończyć się na Terminatorze 2. Wreszcie, że wręcz godzi w kultowość pierwowzoru. Osobiście poszłam do kina ucieszona powrotem Arnolda Schwarzennegera, zakładając, że dostanę coś odrobinę lepszego niż Terminator 4. Nie jest to zresztą miarodajne, gdyż nietrudno przebić znaną z tamtego filmu finałową transplantację serca dokonaną w namiocie przez byłą lekarkę weterynarii.

Zupełnym przypadkiem udało mi się uniknąć wszelkich spojlerów. Nie obejrzałam zwiastunu, nie poświęciłam większej uwagi plakatom. I w ten oto sposób, nie mając najmniejszych podejrzeń co do fabuły, usiadłam w kinowym fotelu i dałam się bardzo pozytywnie zaskoczyć. Owszem, niemal wszystkie wątki przewidywałam z wyprzedzeniem, ale tym bardziej cieszyłam się, gdy rzeczywiście pojawiały się na ekranie.

Terminator: Genisys ma w sobie niemal wszystko to, co w kinie science fiction lubię najbardziej. Sztuczną inteligencję zdolną do ludzkich emocji. Podróże w czasie. Wszechświaty alternatywne. Mordercze maszyny. Nielinearność czasu. Drobne kobiety z wielkimi spluwami. Bohaterkę, która nie potrzebuje ocalenia. Nic więc dziwnego, że ta mieszkanka, pomimo pewnej schematyczności, niezwykle przypadła mi do gustu.

Dalsza część recenzji zawiera spojlery do fabuły.

Czytaj dalej

Wiele hałasu o nic #1: Gra o tron

Sezon piąty Gry o Tron już za nami i chyba większość widzów jest zgodna co do tego, że jest to najsłabsza seria, jaką do tej pory wyprodukowali David Benioff oraz D.B. Weiss. Kwestią na pewno dyskusyjną pozostaje to, czy winne tutaj jest zbyt luźne podejście twórców do książkowego oryginału, niemniej nie będę tego teraz roztrząsać. I jedno, i drugie medium ma swoje wady, zatem sama rezygnacja z wiernej adaptacji Pieśni Lodu i Ognia nie byłaby może równoznaczna z pogorszeniem się jakości serialu, gdyby nie prosty fakt, że scenarzyści Gry o Tron zwyczajnie nie potrafią pisać.

Czytaj dalej

Daredevil – więcej niż serial o superbohaterze

Daredevil to pierwszy z pięciu zaplanowanych przez ABC Studios, Marvel Television i DeKnight Prods. seriali emitowanych przez Netflix opartych na komiksowych pierwowzorach osadzonych w marvelowskim świecie. Pozostałe z nich to: A.K.A. Jessica Jones (zaplanowany na rok bieżący), Luke Cage i Iron Fist, wspólnie tworzące miniserię Defenders.

daredevilheaderTrzynastoodcinkowy Daredevil opowiada historię Matta Murdocka – młodego adwokata, który w dzieciństwie uratował życie starca, wypychając go spod kół pędzącej ciężarówki. Wylewające się z samochodu chemikalia przedostały się do jego oczu, przez co stracił wzrok. Wraz z utratą zdolności widzenia wyostrzyły się pozostałe zmysły Murdocka, których – już jako dorosły – używa, by zwalczać ciemną stronę swojego ukochanego miasta. W roli głównej występuje Charlie Cox, wcześniej znany szerszej publiczności głównie z roli Owena Slatera w Broadwalk Empire. Na ekranie towarzyszą mu Elden Henson jako Foggy Nelson (najlepszy przyjaciel i wspólnik Matta Murdocka, nieświadomy jego nocnej aktywności), Deborah Ann Woll jako Karen Page, Rosario Dawson jako Claire Temple i Vincent Philip D’Onofrio (wcielający się w rolę czarnego charakteru i głównego antagonisty Daredevila w tym sezonie).

Takie są fakty, a jaki jest Daredevil? Wyśmienity, epicki, absolutnie genialny. To wzorowa realizacja komiksowego pierwowzoru oraz uczta dla oczu i uszu, zwłaszcza jeśli lubicie kolor krwistoczerwony i nie przeszkadza wam odgłos łamanych kości. Serial rozkręca się powoli i przyznam szczerze, że – oglądając pierwszych kilka odcinków – nie bardzo rozumiałam hype i zupełnie nie przewidywałam karuzeli emocjonalnej, na jakiej znalazłam się w okolicy epizodu dziewiątego. Poniżej dzielę się z wami kilkoma powodami, dla których, niezależnie od tego, czy czytaliście komiksy i czy interesuje was komiksowa/superbohaterska stylistyka, ten serial po prostu trzeba obejrzeć.

Poniżej prezentowane treści nie zawierają spoilerów.

Czytaj dalej

Obyśmy spotkali się ponownie – subiektywna recenzja drugiego sezonu The 100

Uwaga – tekst zawiera spoilery do całości sezonu.

the-100-logo

Niedawno nakładem wydawnictwa Bukowy Las opublikowany został polski przekład powieści Kass Morgan pod polskim tytułem Misja 100. Swobodnej adaptacji książki podjęła się amerykańska stacja CW w postaci serialu The 100, a 11 marca 2015 ukazał się finałowy odcinek drugiego sezonu.

Czytaj dalej

Misaeng: korpolife w Korei Południowej

misaeng2

“Nie wiem, dlaczego oglądałam tę dramę”, wyznała mi znajoma, dwudziestokilkuletnia Koreanka. „Przez pierwsze trzy odcinki tylko się denerwowałam. Zupełnie jakbym oglądała swoje życie na ekranie…”

Ale może zacznijmy od początku. Misaeng, 20-odcinkowa, południowokoreańska drama (serial składający się najczęściej z 16 do 20 około godzinnych odcinków, posiadający specyficzne cechy dystynktywne oddzielające go od form telewizyjnych popularnych w kulturze zachodniej), której tytuł oznacza Niepełne życie, oparta jest na webtoonie (komiksie publikowanym w internecie). Wyemitowana została w październiku/listopadzie 2014 i zyskała w Korei Południowej niezwykłą wręcz popularność jak na dramę produkowaną przez kablówkę. Misaeng śledzi losy Jang Geu-rae (w tej roli idol-piosenkarz/aktor Im Si-wan), młodego stażysty, który nie dość, że nie ukończył renomowanego uniwersytetu – ba, nie skończył żadnego uniwersytetu – to ma jedynie dyplom GED. Przez większość czasu akcja dramy skupia się na idealistycznym, nieco naiwnym Gue-rae i Dziale Sprzedaży 3, w którym pracuje wraz z szefem działu Oh Sang-shikiem (w tej roli charyzmatyczny Lee Sung-min) i menedżerem ds. sprzedaży Kim Dong-shikiem. Poznajemy też zmagania innych stażystów (dla wielbicielek koreańskich eye-candy − jednego z nich gra Kang Ha-neul), ich współpracowników i najbliższych.

Czytaj dalej

The Last Man on Earth

Nie wiem, jak to możliwe, że ten serial nie powstał co najmniej kilka lat wcześniej. Ostatnią dekadą w popkulturze niemalże władają przecież dystopijne klimaty i wizje końca świata. Apokalipsa zombie wyskakuje z lodówki. Z każdej lodówki. Najnowsza komediowa produkcja Foxa oferuje jednak zupełnie nową jakość, a stoją za nią wcielający się w główną rolę Will Forte oraz scenopisarski duet złożony z Phila Lorda i Christophera Millera, bezpośrednio odpowiedzialnych za sukcesy Lego Movie, ale także za wyśmienity pierwszy sezon Brooklyn Nine-Nine. Co prawda oficjalnie produkcja nie jest jeszcze i pewnie długo nie będzie dostępna w Polsce, ale fanów dobrych seriali nigdy jeszcze nie powstrzymało to przed oglądaniem.

the-last-man-earth

Czytaj dalej

Agent Carter – jedna gniewna Peggy

Agent_Carter_Official_Logo

Agent Carter − długo oczekiwane rozwinięcie minifilmu z 2013 roku o tym samym tytule i jednocześnie pierwsza produkcja pod znakiem Marvela z kobietą w roli głównej. Proszę państwa, stało się, oto love interest dostała swój własny serial.

Tyle że Peggy Carter nigdy, ale to nigdy nie była tylko obiektem westchnień i między innymi z tym wątkiem rozprawia się serial, ale o tym za chwilę.

Czytaj dalej